Amsterdam i ludzka skala miasta

Amsterdam i ludzka skala miasta

Amsterdam odwiedziłem fizycznie dwa razy i raz wirtualnie jako uczestnik zdalnej edycji szkoły letniej Uniwersytetu w Amsterdamie. Kurs, w którym brałem udział dotyczył kluczowych zagadnień studiów miejskich i jego program był tak skonstruowany, że naprawdę można się było poczuć jak na wycieczce po tym mieście, jego historii, miejskiej kulturze oraz dowiedzieć się jakie procesy np. działalność squattersów, spowodowały, że to miasto jest takie jakie jest.

Moje dwie wizyty w realu bardzo się od siebie różniły i nie tylko dlatego, że jedna była przed pandemią, a druga prawie po, ale przede wszystkim dlatego, że miałem całkowicie inną wiedzę o miastach, no i w związku z tym przez inne “okulary” patrzyłem na Amsterdam.

Gdy przyjechałem do stolicy Holandii po raz pierwszy nie wiedziałem nic nie tylko o placemakingu, ale jeszcze wtedy nie znałem teorii Jane Jacobs, modernizmu czy też co to jest ludzka skala w urbanistyce według Jana Gehla. Miałem tylko wiedzę i doświadczenie w projektowaniu User Experience, ale z zupełnie innej domeny. Eksplorowałem więc Amsterdam zupełnie bez żadnych oczekiwań. Po mieście poruszałem się głównie pieszo oraz tramwajem i trochę metrem. Gdy chodziłem ulicami Amsterdamu czułem, że jest to tutaj dość wygodny sposób przemieszczenia się, że piechotą porusza się tutaj łatwiej niż w innych miastach. Moje ogólne wrażenie było takie, że jest to miasto wygodne do życia. Takie w ludzkiej skali. Na koniec mojej pierwszej wizyty, już w samolocie kiedy przelatywałem nad miastem, spojrzałem w dół i w mojej głowie błysnęła refleksja która zapoczątkowała ciąg zdarzeń, który doprowadził do powstania tego bloga – “O,k…, dlaczego w Polsce tak nie budujemy miast?”

Druga wizyta w Amsterdamie wyglądała już inaczej. Pojechałem tam wziąć udział w warsztatach placemakingowych. Wtedy już wiedziałem, że chodzenie po tym mieście jest wygodne dzięki między innymi takim detalom jak odpowiednio szerokie chodniki, stosowanie zasady, że to raczej chodniki przecinają ulice (patrz zdjęcie), a nie ulice chodniki.

Raczej unika się tam budowania “miejskich autostrad” – szerokich dwu lub więcej pasmowych dróg dla samochodów, które są popularne w polskich dużych miastach. Ponieważ dąży się do uspokojenia ruchu samochodowego to większe jest poczucie bezpieczeństwa, mniejszy hałas oraz mniej jest przejść ze światłami. Dzięki odpowiedniej infrastrukturze i rozplanowaniu przestrzennym miasta w Amsterdamie to rower, a nie samochód jest najwygodniejszym sposobem poruszania się. To z kolei powoduje, że Amsterdam jest przyjemnym miastem, a jednocześnie mobilność mieszkańców nie ucierpiała, a wręcz przeciwnie, poruszanie się po mieście jest łatwiejsze. Miasto jest cichsze, czystsze i bezpieczniejsze.

Warsztaty placemakingowe oraz wcześniejszy zdalny kurs na Uniwersytecie w Amsterdamie dały mi możliwość zajrzeć za kulisy tego miasta, zrozumieć dlaczego to miejsce jest właśnie takie jakie  jest. Niedługo po tym drugim pobycie zaczęła powstawać moja strona o placemakingu. O tworzeniu miejsc w ludzkiej skali, dla ludzi i z ludźmi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powrót na górę