- przez Bartek Schmidt
Trudno pominąć kwestie samochodów zajmując się tematyką organizacji przestrzeni w miastach i poza nimi. W czasie gdy piszę ten artykuł za oknem kawiarni, w której teraz jestem, w każdej minucie przejeżdża co najmniej kilka samochodów. Jeśli więc napiszę, że samochody są wszędzie to jest to z jednej strony ogólnik, slogan a z drugie strony hasło, które oddaje ducha naszych czasów. Od jakiegoś czasu jednak samochody mają coraz gorsza prasę. Są winne powstawania zanieczyszczenia powietrza i za bardzo hałasują. Spory wokół obecności samochodów, konflikty wokół budowy infrastruktury dla nich lub jej likwidacji na rzecz innych środków transportu przede wszystkim rowerów przybierają wręcz charakter ideologiczny. A co na to placemaking?
Na początek oddam głos Jane Jacobs, prekursorki takiego myślenia o miastach które dało między innymi początek placemakingowi: „Silniki samochodowe są nie tylko cichsze i czystsze niż konie, lecz także – co bardzo istotne – potrzeba mniej silników aniżeli koni do wykonania takiej samej pracy. Moc pojazdów mechanicznych oraz ich przewyższająca konie szybkość może ułatwić pogodzenie istnienia wielkich skupisk ludności z wydajnym przepływem ludzi i dóbr. Na przełomie wieków koleje już dawno udowodniły, że konie żelazne są świetnymi narzędziami pozwalającymi pogodzić zagęszczenie i mobilność. Pojazdy, w tym ciężarówki, które dawały możliwość dotarcia do miejsc, gdzie nie docierała kolej, oraz realizacji zadań, których kolej zrealizować nie mogła, stanowiły nowy środek ograniczenia odwiecznego natężenia ruchu w mieście.” („Śmierć i życie wielkich miast Ameryki”, Jane Jacobs, Warszawa 2014)
Czy to znaczy, że Jane Jacobs była zwolennikiem motoryzacji? Ani tak, ani nie, Jacobs nie budowała żadnej ideologii wokół tego tematu. Nie była teoretykiem urbanistyki. Cała jej wiedza o miastach pochodziła z empirycznego doświadczenia, obserwacji miejskiego życia tak jak ono wygląda. W rozdziale z którego pochodzi ten cytat Jacobs sformułowała prawo, które dzisiaj znamy pod nazwą prawa Lewisa-Morgridge’a (od nazwisk badaczy którzy naukowo zweryfikowali jego istnienie). W skrócie mówi ono, że im więcej budujemy dróg dla samochodów tym większy jest ruch samochodowy. Dzisiaj jest to jeden z głównych argumentów przeciwko rozwiązywaniu problemu korków poprzez rozbudowę dróg. Sporo to kosztuje, zabiera dużo przestrzeni, a na dłuższą metę korki jak były tak są. Kraków wydał miliardy na budowę nowych dróg przez ostatnie 20 lat. Przez ten czas średnia prędkość poruszania się po mieście właściwie się nie zmieniła.
Samochody mają swoje zalety, ale ich nadużywanie przez społeczeństwo przyczynia się do różnych problemów. W debacie publicznej wymienia się najczęściej hałas i zanieczyszczenie powietrza, ale tak na prawdę nie to jest sednem problemu. Hałas i spaliny w niedługim czasie może wyeliminować postęp technologiczny, ale z jedną rzeczą poradzić sobie nie jesteśmy w stanie – samochody zajmują całkiem sporo miejsca, nie tylko w sposób dosłowny jako pojazdy, ale infrastruktura samochodowa to potężny kawał zagospodarowania przestrzeni – drogi, parkingi, stacje benzynowe itd. Druga sprawa to zagrożenie dla bezpieczeństwa, pieszy w starciu z samochodem jest najczęściej bezradny, a to pozbawia nas sporej części poczucia bezpieczeństwa w przestrzeni publicznej. Z punktu widzenia placemakingu, te dwa ostatnie aspekty ruchu samochodowego – przestrzeń i poczucie bezpieczeństwa są najważniejsze.
Przestrzeń jest dobrem szczególnym, chyba najbardziej ekskluzywnym jakim dysponujemy. Ten sam kawałek przestrzeni nie może być w tym samym czasie zajęty przez dwie różne osoby, obiekty czy rzeczy. To miejsce które teraz zajmuje, nikt inny nie zajmie dopóki go nie zwolnię dobrowolnie lub zmuszony siłą. Ta ekskluzywność przestrzeni powoduje, że jeżeli sporą jej cześć przeznaczamy na infrastrukturę samochodową to mamy mniej miejsca na parki, skwery, place zabaw, chodniki, czy na budynki mieszkalne. Innymi słowy mamy mniej przestrzeni na te elementy które preferujemy jako miejsca do życia. Żeby tworzyć atrakcyjne miejsca dla ludzi potrzebujemy przestrzeni, jeżeli tą przestrzeń zajmują samochody to mamy jej mniej do dyspozycji na inne cele.
Wzrost liczby ludności i kryzys klimatyczny powoduje, że potrzebujemy racjonalnie gospodarować przestrzenią. Potrzebujemy mieć przestrzeń do życia i pracy. Jednocześnie nie jest wskazane ograniczanie powierzchni terenów zielonych, a nawet trzeba zwiększać ich ilość szczególnie w miastach, aby ograniczyć negatywne zmiany klimatu.
Pieszy w zderzeniu z samochodem ma nie wielkie szanse wyjść cało, każdy z nas to wie. Więc im większy ruch samochodowy, tym mniejsze jest nasze poczucie bezpieczeństwa. Szczególnie doświadczają tego rodzice, niemal każdy z nich idąc wzdłuż ruchliwej drogi będzie instynktownie mocniej ściskał rękę dziecka, żeby tylko nie weszło na jezdnię. Badania przeprowadzone przez firmę WAVEMARKER pokazały, że potrącenie przez samochód jest najczęstszą obawą rodziców związaną z drogą dzieci z i do szkoły.

Poprawianie bezpieczeństwa pieszych często oznacza utrudnianie im życia. Na przykład ograniczanie miejsc w których można przejść na drugą strona ulicy czy montaż sygnalizacji świetlanej z cyklem ustawionym przede wszystkim tak aby nie tworzyć „korków” co oznacza długie czekanie przez pieszych, aż wreszcie włączy się zielone. Sam znam kilka takich przejść dla pieszych w Krakowie. Mieszkałem też na takim osiedlu, gdzie duży supermarket znajdował się po drugiej stronie ulicy, ale żeby do niego dostać się pieszo trzeba było przejść około 400 metrów w jedna stroną do przejścia dla pieszych, odstać swoje czekając na zielone, i przejść kolejne 400 metrów z powrotem po drugiej strony ulicy, aby w końcu dotrzeć do supermarketu.
Efektem utrudniania i wydłużania tras dojścia pieszego do określonych lokalizacji jak sklepy, punkty usługowe, urzędy, czy też obniżenie komfortu poruszania się piechotą po mieście jest to, że ci którzy mogą bo stać ich na to, nie są też za starzy ani za młodzi, częściej korzystają z samochodu. Mamy, więc większy ruch samochodowy, który wymaga więcej przestrzeni, powoduje dalsze utrudnienia dla pieszych i obniżenie poczucia bezpieczeństwa co znowu prowadzi do… jeszcze częstszego korzystania z samochodu itd.
Jeśli sporo przestrzeni zajmują samochody to nie ma wtedy, gdzie tworzyć miejsc dla ludzi. Obniżenie poczucia bezpieczeństwa spowodowane przez ruch samochodowy, powoduje, że samochody mają wpływ nie tylko na funkcjonowanie miejsc tych bezpośrednio przeznaczonych dla nich jak drogi i parkingi, ale też znajdujących się w ich pobliżu. Dlatego powinniśmy się dwa albo nawet trzy razy zastanowić zanim jakąś przestrzeń przeznaczymy dla samochodów. Najpierw twórzmy miejsca dla ludzi, potem dla samochodów, nie na odwrót.
