- przez Bartek Schmidt
Berlin odwiedziłem ostatniego lata już jako świadomy placemaker. Zwiedzając to miasto szukałem całkiem celowo ciekawych miejsc, pomijając te najbardziej znane atrakcje turystyczne. Nie zobaczyłem więc Bramy Brandenburskiej czy Checkpoint Charlie, a zamiast tego zwiedzałem Holzmarkt, Krumme Lanke czy też wspomniany w tytule posta Mauerpark.I właśnie temu miejscu mam zamiar poświęcić ten wpis. Zdecydowanie ten park zasługuje na miano Miejsca, nie jest to tylko przestrzeń z trawą i ławkami. Właściwie zastanawiam się czy to jeszcze park, czy też Mauerpark to kategoria sama w sobie.
Mauerpark jak nazwa wskazuje (Mauer to po niemiecku mur) powstał w miejscu gdzie kiedyś znajdowały się zasieki i mur berliński oddzielający wschodnią część miasta od zachodniej. Przed powstaniem Muru znajdowała się tutaj stacja kolejowa, ale jej znaczenie stopniowo spadało jeszcze przed wojną i powstanie muru przypieczętowało jej likwidację. Sam park oficjalnie otwarto w listopadzie 1994 roku i od tego czasu został kilkukrotnie powiększony tak, że obecnie zajmuje powierzchnię 15 hektarów.
O Mauerparku dowiedziałem się googlując w poszukiwaniu ciekawych miejsc w Berlinie. Park ten pojawił się jako miejsce gdzie w niedzielę, przy ładnej pogodzie, odbywa się plenerowe karaoke. Akurat w stolicy Niemiec byłem właśnie w niedzielę i tego dnia świeciło piękne sierpniowe słońce. Postanowiłem zobaczyć tą imprezę. Gdy zbliżałem się do Mauerparku zobaczyłem spory tłum ludzi zmierzających z lub do tego miejsca. Czyżby karaoke było tu bardzo popularną rozrywką? Słychać też już było śpiew taki raczej w stylu “Śpiewać każdy może” niż festiwal w Opolu. Gdy wszedłem na teren parku okazało się, że jednak śpiew ten nie miał nic w wspólnego z karaoke, a wykonawca to uliczny artysta stojący przy wejściu do jednej z parkowych alejek. Jak się okazało takich muzyków w parku tego dnia było więcej zarówno śpiewających jak i grających na różnych instrumentach od saksofonu po pianino, na szczęście z lepszymi umiejętnościami niż ten pierwszy. Poza muzykami w Mauerparku było mnóstwo ludzi siedzących na kocach, rozmawiających, grillujących lub nie, pijących różne napoje. Ogólnie był to teren sporej liczby spotkań towarzyskich. Park był też miejscem działania innej niż śpiew działalności artystycznej, na przykład specjalistów od graffiti, dla których płótnem była 300 metrowej długości pozostałość muru berlińskiego. W Mauerparku kolejną grupę aktywności stanowił sport – biegi, piłka nożna lub koszykówka (W Mauerparku jest boisko do tej gry) Znajdujący się bardziej w środku mały lasek sprawiał wrażenie strefy relaksu z rozpiętymi gdzieniegdzie hamakami. Drzewa i niewielkie zarośla dawały chyba trochę poczucia prywatności w tym pełnym ludzi miejscu.


W końcu dotarłem do amfiteatru, gdzie zgodnie ze znalezioną w sieci informacją powinno odbywać się karaoke. Amfiteatr był pełny ludzi, jednak to co ich przyciągnęło to występ grupy akrobatów, a nie amatorskie śpiewanie. Tak, więc okazało się, że imprezy karaoke dla której tu przyjechałem dzisiaj nie ma, ale i tak nie żałowałem, że tu się znalazłem. Mauerpark to miejsce, które zdecydowanie jest MIEJSCEM, a nie tylko przestrzenią. Dodam jeszcze, że poza wymienionymi wcześniej aktywnościami, ludzie robią tu też rzeczy, które typowo robi się w parkach czyli spacerują, siedzą na ławkach, a dzieci bawią się na placu zabaw i nie tylko.
Co ciekawe i może wiele osób zdziwić, ten pełen ludzi park nie należy do najpiękniejszych Berlińskich parków, żeby nie powiedzieć coś wręcz odwrotnego. Infrastruktura parkowa nie sprawia wrażenia nowej, często jest dość mocno zużyta i daleko jej do designerskiego czy innego stylowego wyglądu. Park jest też dość mocno zaśmiecony, co być może jest efektem ubocznym jego dużej popularności. W każdym razie wygląd Mauerparku versus jego popularność nasuwa wniosek stanowiący jedną z podstaw placemakingu, że to nie design jest najważniejszy, ale funkcje i aktywności jakie w danej przestrzeni się dzieją. A dlaczego akurat w Mauerparku ludzie robia tak wiele rzeczy? Być może dlatego, że mogą, że im się na to pozwala. Druga przyczyna to “niewidzialna ręka placemakingu” zwana triangulacją. Popularność danego miejsca rośnie wykładniczo w relacji do liczby aktywności jakie w danym miejscu można podejmować.
Choć karaoke nie było, to wizyta w Mauerparku była dla mnie bardzo dobrą okazją do ujrzenia jak w praktyce działają zasady placemakingu. W pierwszej kolejności liczą się funkcje, a nie design. Design ma wspierać funkcję, a nie być celem samym w sobie. Triangulacja to duża siła, jeśli w jednym miejscu nagromadzimy odpowiednio dużo aktywności to możemy osiągnąć naprawdę potężną popularność danego miejsca.
Jeśli ktoś z was był w Mauerparku, mieszka lub mieszkał w Berlinie, zna to miejsce być może jego historię, jak to się stało że Mauerpark jest tak popularny to zapraszam do podzielenia się swoją wiedzą lub doświadczeniem w komentarzach.
